niedziela, 29 grudnia 2013

Witam po roku.
Widocznie jestem tak znudzona swoim życiem, że nawet przypomniałam sobie o tym blogu. Co nie zmienia faktu, że zamiast ryć w książkach nie robię nic. Mam wyrzuty sumienia, nie wiem, muszę się ogarnąć...
Zawsze wolne dni wykorzystuję maksymalnie, a później "zasuwam jak dziki reks" i na farcie wszystko mi wychodzi. Och, kto z Was nie wolałby rozkoszować się ciepłym kątem, głupim serialem albo dobra muzyką zamiast wkuwać tych okropnie wymęczających mój mózg informacji historycznych? Znam odpowiedź.

PRAWIE ZAPOMNIAŁAM WSPOMNIEĆ O ŚWIĘTACH! Święta milusie, ale minęły tak szybko, że prawie ich nie zauważyłam. Dobrze, że pojutrze Sylwester. Kocham wino.



wtorek, 18 grudnia 2012

      To wszystko nie jest świeczki warte, a ja muszę zacząć myśleć też nad sobą i nad swoimi potrzebami. Myśleć przyszłościowo. Potrzebuję zmian. Zdecydowanie.

niedziela, 16 października 2011

Niedzielny wieczór, za mną długi weekend, a ja jak zwykle nie zrobiłam przysłowiowo n i c. Mam na myśli nic specjalnie pożytecznego. Piątek, mimo to, że dzień teoretycznie 'zmarnowałam', w praktyce był na prawdę fajny. Nie zrozumiałam do końca dnia wczorajszego, a dzisiaj zmarzłam, niby starałam stać się mądrzejszą, ale każdą niedzielę kończę w ten sam sposób: przed komputerem, stos książek po prawej stronie, a po lewej herbata, z muzyką charakterystyczną, moją ulubioną z reguły, tą którą znam na pamięć, ale nadal mi się nie nudzi, dlatego nie zwracam na nią zbytnio uwagi, ale bez niej czegoś by brakowało. Mam wrażenie, że czuję ten stereotypowy jesienny klimat. Chociaż nie, to jesienny klimat stara się przejąć nade mną kontrolę, LOL. Chyba jestem emo, jak Gosia, ale nie mam czarnych włosów. Czas na zależności między znakami, minus i minus daje plus, więc słucham przygnębiających piosenek nie wiadomo o czym... No... Chyba, że jest jeszcze jeden minus. ^,^

Z dzisiaj:


 

Wasza, Zu.

wtorek, 11 października 2011

Zielona herbata, koc i Pixies to wszystko czego mi dzisiaj potrzeba.






edit:
Moglibyśmy się bez przerwy zastanawiać nad sensem każdej rzeczy, którą wykonujemy w ciągu dnia, w następstwie: tygodnia, miesiąca, roku, całego życia. Ale co by to nam właściwie dało? Jedną rzeczą, którą wydumamy będą swojego rodzaju rozczarowania. W moim przypadku zazwyczaj tak jest kiedy nie mam co robić, więc przywołuje zdarzenia np. z dnia dzisiejszego, rozważam ogrom sytuacji i wymyślam nie wiadomo po co jak mogłabym to inaczej rozegrać. Dlaczego nie powiedziałam mniej, albo więcej? Tak właściwie to nie ma celu. Nudzi mi się. Przychodzę do domu i przez pierwsze pół godziny leżę i gapię się w sufit. Sama nie wiem jak to ze mną jest. Częściej robię zanim pomyślę, niż pomyślę nad tym co robię, Połowę rzeczy puszczam mimo uszu. Jakby to było gdybym słuchała wszystkiego i brała jeszcze więcej do siebie niż zwykle? Lepiej nie żałować niczego. Chciałabym mieć to wszystko w nosie. 

poniedziałek, 5 września 2011

Beginnings are hard

Cześć wszystkim!
Mam na imię Zuza, jestem z Polski. Lubię to i tamto i chodzę do liceum. Dla urozmaicenia założyłam blogspota, aby móc wypisywać sobie tutaj co tylko zechce. Na obecną chwilę nie zamierzam wybierać sobie pojedynczych tematów, na które po kolei będę mogła się wywodzić pół metra w dół. Wolę pisać o setce rzeczy naraz, niekoniecznie z ładem, niekoniecznie kiedy stanie się coś ważnego, po prostu . Raczej nie wiem czy treść tego bloga kiedykolwiek będzie miała jakikolwiek sens. Wszystko się może zdarzyć, więc wyjdzie w praniu. Okazjonalnie wrzucę jakieś zdjęcia, a pierwszy post chciałam dodać jak będę miała coś ciekawszego do powiedzenia, ale niestety nie mam.
Pozdrowienia, Zu.