edit:
Moglibyśmy się bez przerwy zastanawiać nad sensem każdej rzeczy, którą wykonujemy w ciągu dnia, w następstwie: tygodnia, miesiąca, roku, całego życia. Ale co by to nam właściwie dało? Jedną rzeczą, którą wydumamy będą swojego rodzaju rozczarowania. W moim przypadku zazwyczaj tak jest kiedy nie mam co robić, więc przywołuje zdarzenia np. z dnia dzisiejszego, rozważam ogrom sytuacji i wymyślam nie wiadomo po co jak mogłabym to inaczej rozegrać. Dlaczego nie powiedziałam mniej, albo więcej? Tak właściwie to nie ma celu. Nudzi mi się. Przychodzę do domu i przez pierwsze pół godziny leżę i gapię się w sufit. Sama nie wiem jak to ze mną jest. Częściej robię zanim pomyślę, niż pomyślę nad tym co robię, Połowę rzeczy puszczam mimo uszu. Jakby to było gdybym słuchała wszystkiego i brała jeszcze więcej do siebie niż zwykle? Lepiej nie żałować niczego. Chciałabym mieć to wszystko w nosie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz